• Główna
  • O mnie
  • O blogu
  • Kontakt
  • Oferta
Wpisz czego szukasz
Vintory

14.8.25

„Solaris” Lema – książka, do której trzeba dorosnąć

Pamiętam, jak na ostatnim przed obroną licencjatu egzaminie z polonistyki trafiłam na pytanie o Solaris Lema. Totalnie nie czułam tematu, byłam przemęczona, ogarniałam milion rzeczy naraz i, nie ukrywajmy – leciałam głównie na opracowaniach. Wtedy nie zdałam. W wakacje, przygotowując się do poprawki, zaczęłam przynajmniej czytać streszczenia i fragmenty, żeby coś więcej z tego wynieść. Traf chciał, że na poprawie znów Solaris – tylko tym razem poszło już na tyle dobrze, że zdałam. Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś wrócę do tej książki na spokojnie. Bez presji, bez punktów ECTS nad głową.





Recenzja książki „Solaris” – blog Vintory Solaris recenzja  Stanisław Lem Solaris  książki science fiction recenzja  polska literatura science fiction  filozofia w literaturze  książki o samotności  recenzja klasyki literatury  Lem interpretacja  polska fantastyka  klasyka science fiction



O czym właściwie jest to „Solaris”?

Oficjalnie: naukowcy badający dziwną planetę, pokrytą żywym oceanem, który zachowuje się jak obca forma inteligencji. Nieoficjalnie: emocjonalny escape room, w którym Lem zamyka człowieka z jego lękami, traumami i niezdolnością do zrozumienia czegokolwiek poza własnym nosem.

Kris Kelvin ląduje na stacji badawczej, a tam chaos, niepokój i... pojawiające się postaci z przeszłości. Brzmi jak początek thrillera psychologicznego? Trochę tak. Ale zamiast rozwiązywać zagadki, dostajemy filozoficzne rozkminy o poznaniu, egzystencji i samotności. Z małą ilością akcji, za to z dużą dawką: „A może to wszystko jest o mnie?”.

Co właściwie cenię w „Solaris”?

Największe wrażenie zrobił na mnie… ocean. Tak, brzmi absurdalnie, ale serio – ta bezosobowa masa, która nie mówi, nie pisze, nie mruga znacząco oczami jak bohaterowie ambitnych seriali – potrafi więcej, niż niejeden bohater najlepszej powieści. Ocean na Solaris to nie „kosmiczna ciekawostka”, to gigantyczna metafora: dla niepoznawalnego, dla Inności, z którą nie potrafimy wejść w żaden dialog. I to przeraża. Nie dlatego, że jest groźny. Tylko dlatego, że jest kompletnie poza zasięgiem ludzkiego rozumienia.

To w ogóle chyba największa siła tej książki – Lem z chirurgiczną precyzją rozbiera człowieka z iluzji, że wszystko da się opisać, zbadać, sklasyfikować. Bohaterowie próbują. I kończą w rozsypce. A ja jako czytelniczka miałam nieodparte wrażenie, że to nie ocean ich analizuje – tylko oni sami toną we własnych głowach.

Jeśli miałabym znaleźć słowo-klucz do tej powieści, byłaby to niemożność: porozumienia, poznania, bycia pewnym czegokolwiek. Nawet samych siebie. Ta refleksja przyszła powoli, jakby z pewnym opóźnieniem, dopiero po czasie.

Na początku książka bardzo wciągała, tak że żałowałam, że nie przeczytałam jej wcześniej. Jednakże dwa ostatnie rozdziały bardzo mnie zawiodły. Nie pasowały mi do reszty. Zakończenie nie wywarło na mnie żadnego wrażenia, czytałam je na siłę, bo trochę było mi szkoda, że tyle przeczytałam i miałabym nie dokończyć. 

Co zgrzytało?

Na początku książka bardzo wciągała, tak że żałowałam, że nie przeczytałam jej wcześniej. Jednakże dwa ostatnie rozdziały bardzo mnie zawiodły. Nie pasowały mi do reszty.Lem, zamiast zaserwować jakąkolwiek kulminację, rozmywa wszystko w metafizyce i melancholii. Nie oczekiwałam happy endu ani „uratowania świata”, ale jakieś konkretne domknięcie byłoby miło widziane. A tak – zostaje pustka. I nie mówię tu o tej literackiej, tylko o czytelniczym zawieszeniu, które sprawia, że odkładasz książkę i czujesz się trochę, jakby cię oszukano.

Do tego dochodzą postaci – a właściwie ich niedobór. Kris Kelvin ma jakiś psychiczny rys, da się w nim coś odczytać, ale reszta? Jakby Lem ich zarysował ołówkiem, a potem zapomniał dokończyć. Trochę szkoda, bo ten cały dramat psychiczny mógłby naprawdę wybrzmieć mocniej, gdyby miał solidniejsze oparcie w bohaterach z krwi i kości.

Czy ja po prostu nie jestem „za głupia na Lema”?

Być może. Ale z biegiem czasu zaczynam rozumieć, że z „Solaris” to nie jest kwestia intelektu, tylko rezonansu. To książka, która nie krzyczy, tylko szepcze – i to w języku, który trzeba dopiero w sobie odkryć. Kiedy pierwszy raz miałam z nią kontakt – przed obroną licencjatu, zestresowana i zasypana innymi tekstami – była dla mnie jak obca planeta. Nieczytelna, chłodna, odpychająca. Wtedy nie zdałam egzaminu.

Rok później, już bez presji, wróciłam. I choć nadal nie poczułam się przez nią zaproszona, to przynajmniej zrozumiałam jedno: Lem nie pisze po to, żeby go lubić. Pisze po to, żeby się zatrzymać. I pomyśleć.


Recenzja książki „Solaris” – blog Vintory Solaris recenzja  Stanisław Lem Solaris  książki science fiction recenzja  polska literatura science fiction  filozofia w literaturze  książki o samotności  recenzja klasyki literatury  Lem interpretacja  polska fantastyka  klasyka science fiction



Czy teraz rozumiem „Solaris”?

Nie do końca. Ale może właśnie o to chodzi.

Lem napisał książkę, która odmawia bycia zrozumianą. I nie dlatego, że jest niezrozumiała – tylko dlatego, że dotyka czegoś, co wymyka się słowom: obcości, niepoznawalności, samotności, pamięci.
To nie jest science fiction typu Star Wars. To raczej filozoficzna medytacja o tym, jak bardzo nie jesteśmy w stanie zrozumieć innych... ani siebie.

Podsumowując:

 „Solaris” to nie jest książka na jeden wieczór. To książka, którą się czyta długo, myśli się o niej jeszcze dłużej, a zrozumie... być może nigdy w pełni. Jednak może właśnie o to chodzi. Bo nie czyta się jej z wypiekami na twarzy. Ona raczej patrzy na ciebie z chłodnym dystansem i pyta: „I co, naprawdę myślisz, że wszystko da się zrozumieć?”

Czytaj więcej
on 14.8.25 0
Podziel się!
Labels:
Książki
Starsze posty Starsze posty

16.6.25

„Czerwoniec” – thriller, który miał być petardą

Patrząc na okładkę „Czerwońca” Jacka Piekiełko można odnieść wrażenie, że dostaniemy brutalny thriller oparty na faktach. W środku? Książka, którą przeczytasz względnie szybko, ale której treść nie zapadnie Ci w pamięć na długo. „Czerwoniec” miał być jednym z ciekawszych thrillerów na mojej półce. Skończyło się na bardzo przeciętnej opowieści w ładnym opakowaniu.

Czytaj więcej
Czytaj więcej
on 16.6.25 0
Podziel się!
Starsze posty Starsze posty

26.5.25

„Lowizm” Filipa Cembali – książka, która mówi: już jesteś wystarczająca

Masz już dość poradników, które krzyczą z okładki „Zmień życie w 7 dni”? Książek, które traktują Cię jak projekt do naprawy albo niekończące się zadanie do wykonania? To weź głęboki oddech. I sięgnij po „Lowizm” Filipa Cembali – książkę, która nie wywrzeszczy Ci planu na sukces, tylko... szepnie, że możesz po prostu być. 

To nie jest klasyczny poradnik. To czuły manifest zmęczonych ludzi. I pewnie dlatego nie spodoba się każdemu. Ale jeśli jesteś na tym etapie życia, że nie chcesz już „więcej, szybciej, lepiej” – to możliwe, że właśnie znalazłaś coś dla siebie.

Lowizm książka  Filip Cembala poradnik  antycoaching  poradnik bez presji  poradnik dla wrażliwców  książka o spokoju  self-care literatura  poradnik slow life  książka o granicach emocjonalnych  jak zwolnić w życiu  introwertyzm i rozwój osobisty  książka bez ściemy  self-help bez motywacyjnych frazesów  poradnik czułości Vintory

Kim jest Filip Cembala?

Jeśli jeszcze go nie kojarzysz aktor, wokalista, poszukiwacz ulgi, twórca #lowizmu i @slowosiemnabawi. Nie udaje guru. Nie stawia się ponad Tobą. Raczej siada obok i mówi: „Znam ten chaos. Możemy chwilę pomilczeć?”

Lowizm to niecoachingowy poradnik dla tych, co mają dość bycia „projektem”

Filip Cembala nie sprzedaje obietnic typu: „obudź w sobie gigalidera”. On raczej mówi: „połóż się, oddychaj, odpuść”. I choć brzmi to banalnie, to w praktyce... może być rewolucyjne. Może właśnie dlatego zadziała. Szczególnie jeśli ostatnio żyjesz z zaciśniętą szczęką i spisem celów jak z Excela, którą otwierasz częściej niż Spotify.

Cytaty, które wbijają się w głowę mocniej i zostają dłużej niż niejedna terapia:

To nie są puste hasła na kubek. To zdania, które zostają, bo w końcu ktoś nie mówi Ci, że jesteś „do zrobienia”. Mówi, że jesteś do przyjęcia. Przykłady?
  • „Nie bierz się w garść, weź się w ramiona”.
  • „Odpierdol się od siebie”.
  • „Nie wstydź się prosić o poMOC”

Prosto? Tak. Banalnie? Tylko na pierwszy rzut oka.
To słowa, które potrafią otworzyć coś w człowieku – i to czasem mocniej niż cała sesja coachingowa.

Dla kogo jest ta książka? 

  • Dla wrażliwców, introwertyków i tych, co już byli „silni” zbyt długo.

  • Dla osób między jedną terapią a drugą kawą.

  • Dla tych, co szukają nie sukcesu, tylko spokoju.

A dla kogo nie?

  • dla fanów checklist, konkretów i szybkich rozwiązań,

  • dla tych, co kochają formuły: „5 kroków do zmiany życia”,

  • dla ludzi, którzy nie lubią, gdy książka zamiast odpowiedzi... zadaje pytania.

Serio – tu nie znajdziesz gotowców. Znajdziesz przestrzeń.

Co mi dała? A co zabrała?

Dała:

  • ulgę bez wyrzutów sumienia
  • nowe spojrzenie na granice i czułość
  • zgodę na bycie nieperfekcyjną wersją siebie

Zabrała:

  • potrzebę ciągłego udowadniania swojej wartości
  • iluzję, że „wszystko można ogarnąć, jeśli tylko się postarasz”

Styl pisania? Połączenie filozofa z podcasterem

Język momentami bywa przegadany, czasem poetycki, momentami przypomina podcast stand-upowego filozofa. I... to działa. Chociaż nie jest dla każdego, ale dla tych, którzy potrzebują miękkich słów w twardym świecie – idealnie.


Lowizm książka  Filip Cembala poradnik  antycoaching  poradnik bez presji  poradnik dla wrażliwców  książka o spokoju  self-care literatura  poradnik slow life  książka o granicach emocjonalnych  jak zwolnić w życiu  introwertyzm i rozwój osobisty  książka bez ściemy  self-help bez motywacyjnych frazesów  poradnik czułości Vintory


To książka, która nie ma odpowiedzi. Ma pytania.

I to może być jej największa siła – oraz największe ryzyko. Bo jeśli liczysz na złotą formułę, to jej tu nie ma. Ale jeśli chcesz po prostu przez chwilę nie czuć presji – to może być strzał w dziesiątkę.

Podsumowanie – czy warto?

Tak, jeśli chcesz poczuć, że nie musisz robić „więcej”, żeby zasługiwać.
Nie, jeśli Twoje życie to projekt zarządzany w Trello.
Tak, jeśli potrzebujesz książki, która zamiast stawiać Ci poprzeczkę, podaje rękę.

Lowizm – książka o czułości, która zostaje

To nie jest książka, którą połkniesz i odhaczysz. To raczej coś, do czego wrócisz – może nawet wtedy, gdy nie będzie Ci się chciało „pracować nad sobą”.

Bo Lowizm to nie poradnik. To przypomnienie, że możesz po prostu być. I że to wystarczy.


PS. Tak jestem bigosem ludzkim 

Czytaj więcej
on 26.5.25 0
Podziel się!
Labels:
Książki
Starsze posty Starsze posty

16.5.25

„Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna – książka, która wybiera czytelnika

W literackim świecie, który zbyt często powiela schematy i gubi duszę, Cień wiatru to powiew świeżego (choć dusznego) powietrza. To nie jest zwykła powieść. To doświadczenie, które zostaje z Tobą na długo po odłożeniu książki. A może już na zawsze?

Jeśli miałabym wskazać jedną książkę, która zasługuje na miano „lektury życia”, bez wahania postawiłabym na tę. Nie dlatego, że sprzedała się w milionach egzemplarzy – to tylko statystyka. Bo nie chodzi o to, ile osób ją przeczytało. Chodzi o to, ilu czytelników ona wybrała.

„Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafón – bestsellerowa powieść w eleganckim, klasycznym wydaniu. Zdjęcie przedstawia książkę na jasnym drewnianym stole. Pozycja obowiązkowa dla fanów książek z klimatem Barcelony i wątkami literackimi. Vintory, recenzja


Cmentarz Zapomnianych Książek – punkt bez powrotu

Wszystko zaczyna się jak w baśni. Dziesięcioletni Daniel, zabrany przez ojca do tajemniczej, ukrytej w Barcelonie biblioteki, instynktownie wybiera zapomnianą powieść Juliana Caraxa – Cień wiatru. I to nie przypadek. W świecie Zafóna książki nie czekają na byle kogo. One wybierają.

Ten moment to początek wielopiętrowej historii – pełnej sekretów, luster, obsesji i niepokojącej bliskości między literaturą a życiem. Daniel z każdą stroną zagłębia się w przeszłość Caraxa, jednocześnie przy tym buduje własną tożsamość. Fikcja? A może lustro?

Barcelona, jakiej nie znasz – zmysłowa, liryczna, złowieszcza

Jednym z największych bohaterów tej książki jest… samo miasto. Barcelona Zafóna to nie tylko scenografia, to żywa, oddychająca postać. Duszna i poetycka. Mroczna i piękna. Zafón nie pisze opisów – on maluje je słowami. Brukowane uliczki pachną deszczem i kurzem starych księgarni, a cienie przeszłości czają się za każdym rogiem.

To miasto kontrastów: piękno i brzydota, przepych i nędza, światło i cień. I właśnie ta atmosfera – zmysłowa i metafizyczna zarazem – sprawia, że historia żyje długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Fabuła jak labirynt emocji

Nie da się streścić tej książki w kilku zdaniach – i całe szczęście. Thriller, romans, dramat psychologiczny, powieść inicjacyjna, gotycka baśń i melancholijna przypowieść o utraconych marzeniach – Cień wiatru to wszystko na raz.

Każdy trop prowadzi do kolejnej tajemnicy. Każda postać odsłania inną wersję prawdy. Daniel z czasem traci niewinność, zakochuje się, błądzi, obsesyjnie szuka odpowiedzi i mierzy się z pytaniami, na które nie każdy ma odwagę odpowiedzieć. To książka, która wciąga jak kryminał i zostaje w duszy jak poezja.

Bohaterowie z krwi, kości i blizn

Zafón nie tworzy postaci – on ich przywołuje. Daniel, młody i jeszcze nieukształtowany, toczy wewnętrzną walkę, której nie widać na pierwszy rzut oka. Julian Carax – cień i lustro Daniela – to postać bolesna, skomplikowana, obsesyjna. Są jak dwa bieguny tej samej duszy.

Ale to Fermín Romero de Torres kradnie serca. Błyskotliwy, lojalny, zabawny – jego obecność przypomina, że nawet w najciemniejszych historiach musi być światło. Bez niego ta opowieść byłaby nie do zniesienia. Dzięki niemu – jest prawdziwa.

Miłość, literatura i ich cena

„Cień wiatru” to nie tylko opowieść o książkach. To powieść o ich mocy – uzdrawiającej i niszczącej. O miłości, która może ocalić albo wypalić do cna. O przeszłości, która nie odpuszcza. O duszach, które szukają sensu między wersami.

To książka pełna cytatów, które zaznaczasz, wypisujesz, zapamiętujesz. Styl Zafóna balansuje między liryką a klarownością, między emocją a narracyjną dyscypliną. Ani razu nie gubi tempa. A jednak daje ci czas, by poczuć każde słowo.

Książka „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna – kultowa powieść hiszpańska w twardej oprawie. Zdjęcie wykonane na tle fioletowego materiału. Idealne dla miłośników literatury pięknej, tajemniczych historii i klasyki XXI wieku. Vintory


Dla kogo jest ta książka?

Dla tych, którzy kochają książki. I dla tych, którzy kiedyś je kochali, ale o tym zapomnieli. Dla ludzi, którzy chcą czegoś więcej niż tylko rozrywki – którzy w literaturze szukają sensu, emocji i odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie zadali.

Dlaczego warto przeczytać?

  • Bo to opowieść, która zmienia sposób patrzenia na literaturę.
  • Bo pokazuje, że książki wybierają nas – nie odwrotnie.
  • Bo Barcelona Zafóna to jedno z najpiękniejszych literackich miejsc XX wieku.
  • Bo to książka o stracie, miłości, pamięci i poszukiwaniu siebie.
  • Bo zostaje w tobie jak cień. Jak pocałunek. Jak ostatni list.

Czy ta książka właśnie Cię wybrała?

„Cień wiatru” to nie jest lektura na jeden wieczór. To podróż, po której nic już nie smakuje tak samo. Jeśli czujesz, że ta historia zaczyna za Tobą chodzić – nie ignoruj tego. W świecie Zafóna to nie Ty wybierasz książkę. To książka wybiera Ciebie. Może właśnie teraz?

Czytaj więcej
on 16.5.25 0
Podziel się!
Labels:
Książki
Starsze posty Starsze posty

30.4.25

„Madame Monday – po dorosłemu”: książka, która w końcu robi porządek z wewnętrznym chaosem

Madame Monday po dorosłemu, czyli książka, która mówi: ogarnij się… ale po swojemu. Jeśli myślisz, że przeczytałaś już wszystkie poradniki świata, masz w małym palcu „wewnętrzne dziecko”, „granice” i „dojrzałość emocjonalną”, to mam dla Ciebie złą (i dobrą) wiadomość.
Zła: nadal możesz być tylko teoretykiem. Dobra: ta książka robi z tym porządek – bez owijania w bawełnę.

„Madame Monday – po dorosłemu” autorstwa Joanny Flis to nie kolejny modny poradnik z Instagrama. To pozycja, która cię ustawia w pionie, ale nie robi tego przemocowo. Przeciwnie – z empatią, konkretem i bezpretensjonalnym stylem.

Jak obudzić w sobie Dojrzałego Dorosłego? Jak żyć dobrze i z poczuciem sensu? Kiedy sięgać po wolność, a jednocześnie zachowywać się odpowiedzialnie? Jak godzić się z tym, czego nie mamy, i doceniać to, czym jesteśmy szczodrze obdarzeni? Często pytamy i szukamy odpowiedzi, gubiąc się w natłoku teorii, praktyk i psychologicznych nowinek.

Joanna Flis serwuje konkrety – bez psychologicznego bullshitu. To nie poradnik. To przewodnik po dorosłym życiu. Vintory

Czytaj więcej
Czytaj więcej
on 30.4.25 0
Podziel się!
Labels:
Książki, Rozwój
Starsze posty Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)
Cześć
Jestem Kinga i jestem autorką tego bloga. Jeżeli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o mnie to zapraszam do zakładki "O mnie" na górze strony.

Archiwum bloga

Kategorie

Blog (2) Filmy (2) Książki (64) Kultura (9) Podsumowania (9) Przemyślenia (13) Rozwój (4) wywiady (4)

Znajdziesz mnie

  • Instagram
  • Facebook
  • Klub duolife
  • Duolife
  • Spotify

Obserwatorzy

Polub mój profil

Lifestylegirl

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Vintory. Design created with by: Brand&Blogger. All rights reserved.